Konflikt rodzeństwa w patchworku czyli 10 kroków do porozumienia.

Mamo, ona znowu mi…

On zawsze to…, a nawet nie jest moim prawdziwym bratem…

Tato, zobacz, uderzył mnie!

Odwal się, nie jesteś moja siostrą!

Patrząc na relacje rodzeństwa, zwłaszcza te pozszywane, dostrzegam często kolejną wojnę światową, sceny z horroru o krwawej masakrze, tornado, które niszczy nawet najstabilniejsze budynki. I choć brzmi zabawnie, to wtedy wcale nie jest mi do śmiechu. 

Naturalnie myślę, że to ja „zgotowałam” im ten los. To nie one podjęły decyzję, że są razem pod jednym dachem, że stali się rodzeństwem, które nie wzrastało od początku wspólnie, że nie mieli więcej czasu i przestrzeni, że…

O rodzeństwie i o trudności w relacji można poczytać sporo. I czasem w rodzinach „tradycyjnych” jest równie barwnie…

Jest jedna recepta, która może przynieść porozumienie. To co się sprawdza to po prostu domowe mediacje.

Mamy patchwork więc tym bardziej musimy opanować nowe umiejętności i po prostu bywać mediatorem. 

Na początek pamiętaj, że jako rodzic nie jesteś stroną w relacji brat- siostra czy jakiejkolwiek innej relacji pomiędzy rodzeństwem. Ty nie znasz całej historii, Ty widzisz tylko część, nie znasz wszystkich odczuć, wszystkich spojrzeń, całości ciagu zdarzeń. A nawet gdy wydaje ci się, że znasz 🙂  to wiedz, że to nie jest Twoja relacja. Nie wiesz co w niej najlepiej zadziała w przyszłości. Po prostu.

„Opanowanie” sytuacji takie na zasadzie „do swojego pokoju” jest rozwiązaniem na tu i teraz, ale nie dla przyszłości, zwłaszcza jeśli kończy się tylko na tym.

Co robić zatem gdy pojawia się konflikt, dochodzi do kłótni, czasem nawet rękoczynów?

Jak opanować sytuację, kiedy my sami mamy wątpliwości, obawy a czasem mamy ochotę stanąć po czyjejś stronie? 

Jak działać wtedy, gdy jesteśmy prawie przekonani, że wiemy „kto jest winny”?

Jeśli potrzebujesz sądu i wymierzenie sprawiedliwości to nie czytaj dalej. Ja chcę zaprosić Cię do czegoś zupełnie innego.

Proponuję wcielić się w rolę bezstronnego mediatora. Wiem, że dla rodzica nie jest to proste. Z pewnością masz swoją wizję tego konfliktu a tym bardziej, gdy w grę wchodzi dziecko to biologicznie „moje” i biologicznie „nie moje”. Wtedy uruchamiają się naturalne emocje i subiektywność albo nadmierna ostrożność.

No, ale patchwork wymaga od nas więcej. Tak jest. I potrzeba, nam rodzicom, wznieś się teraz na wyżyny.

W sytuacjach ostrego konfliktu, gdy już widzimy, że dzieci same tego nie rozwiążą, albo wręcz proszą o pomoc, spróbuj zadziałać jak poniżej.

Przejdź z dziećmi 10 kroków mediacji.

1. Daj wszystkim ochłonąć, rozdzielić na jakiś czas strony. Może osobne pokoje? Może nawet wysłać do drugiego rodzica na dwa dni? Po prostu daj czas by emocje trochę opadły, wygasły.

Więcej na temat wyrażania emocji znajdziesz -> tu

2. Porozmawiaj osobno ze „stronami”. Wysłuchaj bez osądzania, zaakceptuj to co w nich się dzieje, przyznaj, że to naturalne iż są „wściekli”, „zdenerwowani”, „zfrustrowani” itp. Wysłuchaj dziecko, okaż zrozumienie tego co czuje i jak czuje. Nie komentuj, nie szukaj winnych , kto pierwszy zaczął itp. Wysłuchaj. Oczywiście powiedz jasno, że nie tolerujesz np. bicia i chcesz by porozmawiali o tym razem z Twoim udziałem jak oboje będą gotowi. 

3. Zaprosić obie strony do mediacji i wyznacz konkretny moment dogodny dla stron. To ma być spokojny czas by nikt i nic wam nie przeszkadzało, nawet myśli o tym, że na kimś „wisi” odrobienie pracy domowej na jutro („Dziś o 19-stej przy stole, pasuje?”)

4. Jak już siądziecie powiedz o zasadach i celu mediacji. To, że nie szukamy „winnego” tylko celem jest wysłuchanie siebie i ustalenie jak dalej chcemy funkcjonować, aby potrzeby obu stron były zrealizowane a granice były respektowane.

5. Poproś o zgodę zasad mediacji: 

  • To ty jako mediatorem i udzielasz głosu zatem nie przerywamy sobie.
  • Mówimy z perspektywy „ja” (Ja czułem… kiedy ty…)
  • Nie atakujemy drugiej strony.
  • Ważne by skupić się na jednym, konkretnym wydarzeniu, tym ostatnim do którego najłatwiej się odnieść.
  •  Jeśli będą potrzebne przerwy to ustalicie kolejne kroki (choć jeśli nie ma potrzeb, najlepiej sprawdza się skończenie mediacji dotyczących jednego wydarzenia na jednym „spotkaniu”).
  • Inne, uznane prze Was za słuszne.

 6. Zapytaj kto chce pierwszy mówić i czy druga strona jest z tym ok? (Jeśli brak porozumienia to w ostateczności można wylosować.)

7. Poproś o opowiedzenie co się stało z perspektywy tej osoby. Druga nie może przerwać, ale tu często pada „to nie tak było”, „inaczej mówiłeś”. Pilnuj i powiedz, że wysłuchujemy jednej strony do końca a czas dla drugiej strony będzie za chwilę.

Potem opowiada druga „swoja wersję wydarzeń”

Wersje „wydarzeń” będą się różnić, bo ktoś czegoś nie usłyszał, albo inaczej to przeżył i stąd inaczej pamięta. Powiedz o tym dzieciom, że to naturalne, nie ma „jednej prawdy” bo każdy z nas odczuwa inaczej.

Tu pojawiają się te wszystkie: „i wtedy powiedziałam mu, że…” „a nie, nic nie powiedziałeś!”  

Przypomnij, że nie przerywamy a potem wytłumacz, że trzeba poprawić na „nie usłyszałem tego”. Może się zdarzyć, ze ktoś powiedział, a ktoś nie usłyszał. Może się zdarzyć, że powiedziałeś sobie w głowie i tak to pamiętasz, chociaż nie użyłeś głośnych słów. Pokaż, że czasem wychodzimy ze spotkania i każdy pamięta inaczej ustalenia. Opowiedz, że jak nasze emocje szaleją to tym bardziej nasza perspektywa jest inna. Po prostu inna a nie „zła”. To nasz odbiór. 

Pilnuj żeby nie rozsądzać, tylko parafrazuj po każdej zakończonej wypowiedzi. Rób takie streszczenie, to porządkuje, to doprecyzowuje, to pozwala na zmniejszenie poziomu emocji, bo one obudzą się na nowo.

Być może będzie potrzebnych kilka takich „rundek” aby obie strony mogły odnieść się do usłyszanych wcześniej słów.

8. Zapytaj jakie wtedy mogły kryć się potrzeby? Co stało za tym zachowaniem? Jeśli dziecku trudno odnaleźć pomóż, ale nie narzucaj. („Niektórzy mają tak, że w tej sytuacji… co o tym myślisz? A jak jest u Ciebie?”)

Czyli Ania weszła do twojego pokoju podczas twojej nieobecności i jak o tym się dowiedziałaś to byłaś zirytowana, bo potrzebujesz prywatności i intymności? Dobrze, to zrozumiałam?

„Czyli Kuba nie odpowiadał ci kilka razy na pytanie więc poczułaś się zignorowana a masz w sobie potrzebę szacunku? Tak było u Ciebie?”

Rozbrajamy krok po kroku, nie chodzi kto zaczął, kto uderzył. Oczywiście mówimy, że nie tolerujemy pewnych zachowań, np. bicie nie jest dopuszczalne i nie zgadasz się na takie działania. Rolą mediatora nie jest dojście czy ciągniecie za włosy było pierwsze, czy raczej wytknięty język był prowokacją, a może zaczęło się od podartego zeszytu… Przyczyny szukasz w poszukiwaniu potrzeb, które kryją się pod zachowaniami.

Potrzeby i granice są tu kluczowym wątkiem.

To bardzo ważny moment żeby dzieci zobaczyły, ze nie trzymasz „strony”, ze oboje są ważne, ze potrzeby jednych i drugich są istotne.

9. Jeśli dzieci dojdą, że to o te potrzeby chodziło, to niech zastanowią się w jaki sposób wiedząc o tych potrzebach mogą o nie zadbać. Oczywiście nie dążymy by druga osoba „zaspokoiła” potrzeby bo nie jest to jej odpowiedzialnością. Ważne by je zrozumiała i szanowała.

Zapytaj jak chciałyby w przyszłości (czasem padają słowa: gdybym usłyszała co mówiłeś, to… gdybyś odpowiedział wcześniej, to…)

Warto uświadamiać, że nie mamy wpływu na reakcje innych, ale mamy wpływ na własne zachowania (Tu czasem mówię, że jak widzę trzech podejrzanych mężczyzn w ciemnym zaułku to tam nie idę. Rezygnuję i wybieram inną drogę. Odnoszę to do sytuacji, w której widzę, że druga osoba jest na coś zdenerwowana. Pierwsza proponuję przerwę w rozmowie, albo wychodzę z pokoju dając nam obu czas. To nie jest ucieczka, to rozsądek i danie sobie szansy na późniejszą rozmowę.)

10. Dzieci podsumowują „ustalenia” swoimi słowami i każde osobno.(tu może się okazać, że trzeba jeszcze raz coś przegadać)

„Rozumiem, że masz potrzebę prywatności więc chcesz bym pukał do twojego pokoju jak są zamknięte drzwi i czekam aż odpowiesz. Ja też tak chcę by było w drugą stronę. Jak Ciebie nie ma to mogę wejść do Twojego pokoju i pożyczyć to co leży w zasięgu wzroku, ale już nie to co jest w szufladzie”  

Czasem same dzieci, zwłaszcza te wczesnoszkolne, proponują odegrać scenkę jak można było inaczej w tej sytuacji się zachować. Też fajnie działa, a same scenki mogą przerodzić się w śmiech pod warunkiem, że wcześniejsze kroki spowodowały zrozumienie siebie nawzajem.

Nie wymagamy „przepraszania”, podawania ręki. Nie chodzi o sztuczną skruchę. Jeśli ktoś ma taką potrzebę to zrobi to sam. Po prostu nie zmuszaj do przepraszania. Jeśli pokazujesz im, że Ty czasem przepraszasz innych czy nawet ich samych, to one to zrobią. Ważne by wiedziały, że „przepraszam” jest wywołane naturalną potrzebą a nie mechaniczną odpowiedzią na wezwanie „podajcie sobie ręce” 🙂


W mediacji dużo jest pytań ze strony mediatora i parafraz.

Rozumiem, że miałeś na myśli…. Co konkretnego chciałbyś w tej sytuacji?  Jak rozumiesz tą swoją potrzebę? Kiedy Twoim zdaniem będziesz miał ją zapewnioną? Jak możesz sam o to zadbać?

Kiedy nie wcielać się w rolę mediatora?

  • Jeśli trudno Ci być bezstronnym, jeśli chcesz dokopać się i ukarać winnego… to nie rób mediacji.
  • Jeśli nie potrafisz oddzielić własnych emocji, bo np. widzisz swoje dziecko z siniakiem a drugie nie ma widocznych ran i ty już wiesz „kto winny” … to nie rób mediacji.
  • Jeśli masz przekonanie, że nie trzeba rozmawiać o konfiktach tylko je przeczekać bo się same naprawią z czasem… to też nie rób mediacji.
  • Jeśli masz w sobie ogromny lęk czy potrafisz to pamiętaj, że zawsze możesz skorzystać z jakiegoś specjalisty- mediatora.

I na koniec… no cóż… zdradzę Ci jak ja działam czasem w domu.

Gdy moje dzieci mówią, że to nic nie da bo „on zawsze” i „nigdy”, że ta rozmowa będzie „bez sensu” (tak w emocjach bywa, a u nastolatków często bo świat jest kategorycznie czarno-biały) to mówię, ze rozumiem brak gotowości i poczekam, ale też przypominam:

Mogę zachować się jak „klasyczna matka” i oboje dostaniecie szlaban na telefon i inną elektronikę na miesiąc. Nie będę szukać winnego… bo nigdy nie dojdę… tylko zabieram sprzęty i po sprawie… A druga opcja to mediacja. Bezstronna, bez doszukiwania się winnego, bez kar, rozmowa na spokojnie, która może prowadzić do poprawy życia… zwłaszcza Was samych. To jak wolicie?”

Wybierają zawsze wersję „dobra, nie bądź klasyczną matką, pogadajmy, ale może dopiero wieczorem bo teraz jeszcze we mnie wrze…”

Dla mnie kwestia wyboru, chociaż czasem słyszę, że to szantaż.

Może trochę mają racji 🙂

WSTECZ

Zapisz się na newsletter i odbierz prezent: Workbook dla patchworkowego rodzica.

ZAPISZ SIĘ

Strona korzysta z plików Cookies zgodnie z celamia określonymi w Polityce prywatności. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików Cookies za pomocą ustawień swojej przeglądarki interentowej.